Home
English | Polski
Zaloguj

Na początku kwietnia okazało się, że znów będzie można gdzieś pojechać, więc nasz wybór padł na Snowdonia National Park. Dawno nie wspinaliśmy się po górach a Snowdonia to najwyższy szczyt w Wali i jeden z trzech najwyższych w UK. Udało mi się zarezerwować małą drewnianą chatkę, która pomieści nasza 4 i psa :) Trawsfynydd Holiday Village jest położona prawie w środku parku więc będziemy mogli szybko się po nim przemieszczać. Drugi majowy weekend jest bardzo długi bo Hania i Mieszko kończą szkołę już w czwartek a następny tydzień mają ferie w szkole. Idealny czas żeby pojechać w góry.

Skoro już piątek jest wolny od szkoły postanowiliśmy wyruszyć na wyprawę wcześniej. Miłosz znalazł hotel gdzieś w połowie drogi do Walii czyli w Telford. Moglismy pojechać w czwartek wieczorem i nie spędzić w samochodzie za długo. Freddy była z tego powodu bardzo zadowolona. Piątek okazał się deszczowy więc nie musimy się nigdzie spieszyć. Udało nam się w Telford znaleźć duży polski sklep i zrobiliśmy zakupy na cały tydzień. Później ruszyliśmy do Harlech. Choć padało udało nam się przejść przez wydmy do szerokiej i piaszczystej plaży. Mieszko tak się ucieszył z widoku morza że w gumiakach wszedł powyżej kolan w wodę. Ciepło to mu nie było nawet przez chwile.

Zamek okazał się bardzo dobrze zachowaną sredniowiecznaą fortyfikacją. Zbudowany pod koniec XIII wieku robi ogromne wrażenie. Zbudowany z lokalnego piaskowca zachował sporą cześć kamiennej budowli. Po wyjściu z zamku odwiedziliśmy lokalną lodziarnię. Lody zrobione z lokalnego mleka o smaku białej czekolady, mniam!


Nasza chatka w lesie jest bardzo przytulna. Dzieci mają łóżko piętrowe a my trochę szersze lożko. Freddy znalazła sobie miejsce w kuchni na dywanie.


Sobota 29 maja 2021

Na pierwsza wycieczkę wybraliśmy szczyt Cadair Idris. Udało nam się wyjechać wcześnie rano a po drodze niespodziewanie napotkaliśmy pyszną kawę i zatankowaliśmy samochód. Parking był już prawie pełny ale udało się znaleźć miejsce do parkowania. Ciekawe jest to że nie ma na parkingach śmietników. Ale też nie ma śmieci wokoło. Turyści i lokalni zabierają śmieci ze sobą. Mapa pokazała że nasza wycieczka prowadzi przez 3 szczyty otaczające jezioro w dole. Na rozstaju szlaku poszliśmy w lewo i okazało się że był to dobry wybór. Ścieżka poprowadziła nas do jeziora gdzie Freddy postanowiła się wykapać. Nasz pies chyba polubił wodę. Można jezioro obejść w około nie wspinając się na szczyty lub właśnie patrzeć na niego z wysokości. Wybraliśmy wyjście na szczyty. Wspinaczka była dość trudna przed każdym z trzech szczytów ale nikt nie narzekał. Na szczycie trzeciego wierzchołka zrobiliśmy zdjęcie przy ‘kamieniu szczytowym’ piękne miejsce ale pełne małych i upierdliwych muszek, które wszędzie się przyklejają. Wiec nie zrobiliśmy zbyt długiej przerwy tylko zaczęliśmy uciekać przed muszkami. Droga w dółl po drugiej stronie okazała się mniej widowiskowa. Szliśmy po stromym polu i okazało się ze Freddy przypomniała sobie że w zasadzie jest psem pasterskim i zaczęła gonić owieczki. Smycz okazała się konieczna. Doszliśmy do tego samego rozstaju dróg i zakończyliśmy wycieczkę w małym strumyku. Cała wycieczka zajęła nam 6 godzin.

Po całym dniu drużyna była bardzo głodna, jednak ciężko było znaleźć miejsce w restauracji. Wszystkie miejsca zostały wcześniej zarezerwowane. Jednak udało nam się znaleźć pub który miał wolny stolik i ostatnie 4 hamburgery. Panowie dostali hamburgery a panie lokalną zapiekankę z kurczakiem. Z pełnymi brzuchami wróciliśmy do naszej drewnianej chatki i resztę wieczoru spędziliśmy oglądając Jurasic Park.


Niedziela 30 maja 2021

Zdobyliśmy Snowdon!

Pierwszy z trzech najwyższych szczytów na Wyspach jest nasz. Dziś udało się nam wyjść na niego w komplecie drogą Watkina. Ale od początku.

Prognoza sprawdziła się w 100% i od rana jest ciepło i słonecznie. Wyruszyliśmy z budki około 9. Niestety okazało się, że i tak za późno. Parking był pełny a przy drodze miejsce już się kończyło. Na szczęście udało się zaparkować. Na początku droga wspina się niezbyt stromo przez las. Po wyjściu z lasu robi się nieco stromiej ale wtedy dochodzimy do rzeki. Rzeka wije się szeroką doliną i składa się w zasadzie z samych wodospadów i jeziorek pod nimi. Tu zrobiliśmy krótką przerwę na zmoczenie nóg. Dzieci i pies chcieli zostać na dłużej, ale przed nami jeszcze długa droga. Kiedy rzeka zmieniła się w strumyk doszliśmy do starego kamieniołomu. Nikt w nim już dziś nie pracuje. Tutaj znów krótka przerwa na posiłek, bo prawdziwa stromizna właśnie się zaczyna. Stąd ścieżka gwałtownie pnie się w górę. Na początku są schody zrobione z kamieni. Później trzeba sobie radzić samemu. W ten sposób dochodzimy do przełęczy. Przed nami najtrudniejsza część wycieczki. Trzeba przejść przez południową ścianę Snowdona. To spore wyzwanie, ale wszystkim udaje się bez żadnych przykrości. Freddy nadzoruje wszystkich po drodze – mamy bardzo dzielnego psa. Po wspinaczce zostaje 10 minut dość stromego podejścia pod sam szczyt. Tam spotykamy tłumy ludzi i chmary much. Pamiątkowe zdjęcie i schodzimy, bo nie jest przyjemnie. Na polance poniżej szczytu robimy dłuższą przerwę na odpoczynek i małe conieco. Około 15 ruszamy w dół nieco łatwiejszą ścieżką. Przynajmniej tak się nam wydaje na początku. Droga wiję się wąską granią między skałami. Po chwili trzeba schodzić stromo w dół. Na szczęście po trawie. Po chwili trawa się jednak kończy i znów musimy zmagać się ze stromymi skałami – tym razem idąc w dół. Na szczęście nie jest tak stromo jak przy podejściu. Dzieci biegną przodem i udaje im się znaleźć ścieżkę prowadzącą w dolinę. Mijamy stado owiec. Trzeba przypiąć Freddy, żeby ich nie pogoniła. Ścieżka schodzi prosto w dolinę i jest bardzo wygodna. W końcu skręcamy w lewo i znowu dochodzimy do rzeki – przystanek! Dzieci zdejmują buty i idą się kąpać. Pies podąża ich śladem. Po półgodzinnym przystanku trzeba jednak wstać i wracać do kabiny. Wszyscy są bardzo zmęczeni i głodni. Po drodze zawijamy do tureckiej knajpy i zamawiamy pizzę. To był długi i męczący dzień, ale było warto – Snowdon zdobyty!


Poniedziałek 31 maja 2021

Nad jezioro!

Dziś miała być kolejna wycieczka górska, ale zmieniliśmy plany. Pies odmówił porannego spaceru i wyraźnie kulał na jedną z tylnych nóg. Nie mogła się jednak zdecydować na którą. Wyraźnie odczuwa skutki wczorajszej wycieczki. My też nie jesteśmy tak pełni wigoru jak wczoraj. Zmieniamy więc plany i zamiast w góry jedziemy odpocząć nad jeziorem. Dzieci idą pływać, pies leży w cieniu i wszyscy nabieramy sił na jutro. Koło 15 kończymy lenistwo i postanawiamy sprawdzić lokalny szlak. Ścieżka prowadzi do stacji wąskotorówki i akurat jeden skład stoi na stacji. Pociąg wygląda niesamowicie – jakby wczoraj wyjechał z fabryki. Maszynista i konduktor noszą tradycyjne stroje. Na prawdę niesamowity widok. Po chwili słyszymy gwizdek nadjeżdżającego pociągu. Kolej używa tylko jednego toru i na stacji jest mijanka. Pociąg wjeżdża na stację gwiżdżąc wesoło. Niestety musimy już iść i zrobić zakupy na jutro. Dziś dzień „świąteczny”, więc sklepy są czynne krócej. Przy okazji zatrzymujemy się na obiad. Dziś na próbę jedzenie wegańskie. Brzmi groźnie, ale smakuje bardzo dobrze. Porcje są duże i zabieramy połowę ze sobą na kolację. To był dzień odpoczynku. Potrzebowaliśmy tego wszyscy. Jutro, jeżeli pogoda pozwoli, znowu w góry.


Wtorek 1 czerwca 2021

Dolina Blaen y Nant

Dzień dziecka więc znów w góry :) Dolina Blaen y Nant położona jest najdalej od naszej chatki więc droga zajęła nam trochę ponad godzinę. Ciężko tez było znaleźć miejsce do parkowania. Udało się jednak zaparkować na polu namiotowym skąd musieliśmy przejść ok 30 min do miejsca gdzie zaczynał się szlak. Na początku łagodne podejście zaprowadziło nas nad jezioro gdzie zjedliśmy kanapki. Później ruszyliśmy w prawo dość stromo pod górę. Wspinaczka zajęła nam ok 1h a na górze czekały na nas wspaniale widoki. Ruszyliśmy dalej w kierunku kolejnego szczytu czyli Cwym Idwal. Tu podejście było bardzo łagodne a później było już z górki. Doszliśmy do małego jeziora za którym zaczyna się wspinaczka do następnej góry, ale my zeszliśmy w dół w kierunku Devil’s Kitchen. I tym razem wybraliśmy dobrą stronę góry. Zejście w dół po solidnych kamieniach jest łatwiejsze niż wspinaczka po luźnych jaka mieliśmy na początku wyprawy. Mieliśmy dużo czasu na robienie zdjęć a i pogoda zrobiła się słoneczna. Do jeziora na dnie doliny dotarliśmy ok 17 i Hania musiała popływać. Woda zimna jak licho ale Hani to nie przeszkadzało.


Środa 2 czerwca 2021

Wracamy do domu. Musimy jeszcze odwiedzić weterynarza bo kleszcz nad okiem u Freddy nie jest zbyt łatwy do wyciągnięcia. Po zabiegach weterynaryjnych jedziemy na plaże. Udaje nam się znaleźć na prawdę szeroka i piaszczystą plaże w Barmouth. Możemy porzucać kamienie do wody a Freddy pilnować żeby Hania na pewno wyszła z wody. Na koniec wycieczki kupujemy lody i fudge. Ja osobiście wole krówki ale fudge jest lokalny więc trzeba się nim nacieszyć. Kiedy ruszamy do domu zaczyna padać. Pogoda nas rozpieściła i była naszym sprzymierzeńcem tym razem za co jesteśmy bardzo wdzięczni.