Home
English | Polski
Zaloguj

10.04.2009 Zmierzamy do Oulanki

Skoro świt o 7:30 wyruszamy w drogę do parku narodowego Oulanka. Dobre warunki na drodze kończą się ok 50 km za Lahti. Kończy się też autostrada. Mnóstwo śniegu leży na drodze, a nowy sypie z góry. Z tego powodu nie musimy odłożyć wędrówkę po szlaku o jeden dzień. Centrum turystyczne parku, gdzie można wypożyczyć rakiety śnieżne jest otwarte tylko do 16. Wiec noc spędzamy w Kuusamo. Nawet udało się wytargować niższą cenę za pokój.

Samo Kuusamo jak większość miast w Finlandii jest niewielkie. Dworzec autobusowy, kilka sklepów i kościół. Ale jest też tu bardzo sympatyczna knajpka. Wystrojem przypomina tą z serialu Przystanek Alaska. Kilkenny's mają całkiem przyzwoite.

I jeszcze małe wyjaśnienie. Jeżeli oglądacie relacje ze skoków narciarskich z Kuusamo to pamiętajcie, że telewizja trochę Was okłamuje. W Kuusamo nie ma skoczni. Jest ona ok 30 km dalej na północ - w Ruka. To lokalne centrum narciarskie. Centrum to mocne słowo. Powiedzmy że większy pagórek :)

11.04.2009 Oulanka - 16 km marszu

Po śniadaniu wyruszamy do Parku Narodowego. Trasa zajmuje nam ok 40 min. Po drodze mijamy Ruka. Skocznia na prawdę robi wrażenie. Nie jest ogromna ale stoi zupełnie nieosłonięta. Jak pomyśle jak wieje na szczycie to robi mi się trochę zimno.

W centrum turystycznym kupujemy dokładną mapę Parku i wypożyczamy rakiety śnieżne. Auto zostawiamy na parkingu i ruszamy pod górę.

Szlak nie jest trudny. Za pierwszym zakrętem widać, że rzeka - Oulankajoki (czyli wylewająca rzeka) budzi się do życia. W miejscu gdzie nurt jest silniejszy lód przegrywa. Co świadczy o tym, że jednak wiosna nadejdzie. Pogodna jest fantastyczna. Słońce mocno przyświeca, 6 stopni na plusie. Jest bezchmurnie i bezwietrznie.

Ok 14 docieramy do pierwszego przystanku. To drewniana chata. Jest zupełnie nowa. W środku żeliwny piec, ławy i stół. Miejsca do spania jest mnóstwo. Jest tu tez dostępna kuchenka gazowa. Pełen serwis. Nabieramy śniegu i lodu z rzeki i gotujemy wodę. Obiad jest na prawdę wystawny - zupka chińska. Udaje nam się też zobaczyć dzięcioła. Siedzi blisko nas. Niestety trzask aparatu płoszy go na inne drzewo, ale po chwili wraca i znów stuka w drzewo. Śliczny, a jednak nie pozwolił się sfotografować.

Po godzinnej przerwie ruszamy dalej. Szlak jest utwardzony przez skutery. Ale i tak czasem noga zapada się po kolana w śnieg. Około 17:30 docieramy do miejsca gdzie będziemy dziś spać. Jussinkamppa - to trochę starsza chatka. Ale równie dobrze utrzymana. Trzeba napalić w piecu. Co początkowo nie jest łatwe, bo drzewo jest mokre. Ale dzięki Marcinowi mamy ze sobą paliwo turystyczne. W końcu udaje się rozpalić ogień. Przed nami jednak długa noc wiec trzeba naciąć i narąbać więcej drewna. Piła i siekiera w ruch!

Słonce zachodzi po 21, a jeszcze przez chwile jest jasno. W chacie od pieca bije solidne ciepło. Mamy też towarzystwo. Na wędrówkę po parku wybrała się grupa Belgów. Nie są jednak zbyt mili. Rąbanie drewna czy podkładanie do pieca to zbyt ciężka praca dla nich. Patrząc na nich myślę - książęta czy biurokraci z Brukseli?

12.04.2009 Ansakamppa

Dziś Niedziela Wielkanocna, wiec dzielimy się jajkiem. Tradycja musi być zachowana. Może jest troch zmodyfikowana ale najważniejsze, co się czuje.

Dziś możemy trochę poleniuchować. Trasa na dziś to tylko 8 km. Zamierzamy wrócić do chatki, w której jedliśmy obiad wczoraj. Więc możemy podziwiać ptaki. Jest tu dużo sikorek. Mają niesamowicie żółte brzuszki. Są tu też zupełnie nowe dla mnie ptaki - Siberian Jay - syberyjska sójka. Ciekawy ptak z tego powodu, że biega czy fruwa parami. Dwie sójki obok siebie i po chwili dwie następne. To chyba nie przypadek. Wiadomo, w grupie weselej.

O 15 docieramy do naszej chaty. Zjadamy obiad i postanawiamy użyć naszych rakiet. Zostawiamy więc plecaki w chacie i wyruszamy na krótki spacer. Jest ciepło i śnieg zaczyna topnieć. Rakiety zapadają się tak samo jak buty. Jedyna zaleta jest taka, że nie moczy się spodni czy butów. Spacer jest krótki ale męczący. Udaje nam się zobaczyć ślady zająca na śniegu i jeszcze większego niż zając zwierzątka. Może to ryś albo lis?

Wracamy do chaty i zabieramy się za rozpalanie w piecu. Chata jest duża więc trzeba będzie solidnie napalić. Więc i sporo drzewa należy przygotować. Tniemy i rąbiemy spory zapas. Dokładamy do pieca przez całą noc. Budzik goni nas co 30 min. Bez tego byłoby na prawdę bardzo zimno.

13.04.2009 Wracamy

Wstajemy o 7, nie możemy pozwolić sobie na leniuchowanie. Zjadamy śniadanie i ruszamy z powrotem. Pogoda się popsuła. Niebo zasnuło się chmurami i co chwilę pada deszcz. Dziś znów 8 km. Ale tym razem idzie nam bardzo szybko. Już o 10 jesteśmy spowrotem w centrum turystycznym. Gorąca kawa, czekoladka i można wracać do domu.

Przed nami 850 km. Na drodze nie ma już śniegu. Prowadzę, bo Miłosz częściej wstawał do pieca niż ja. Jak trochę się zdrzemnie to mnie zmieni.

basia

image 1000862 image 1000864 image 1000866 image 1000875 image 1000882 image 1000885
image 8435 image 8438 image 8447 image 8450 image 8452 image 8460
image 8462 image 8463 image 8466 image 8467 image 8468 image 8470
image 8479 image 8480 image 8492 image 8507 image 8511