Home
English | Polski
Zaloguj

Styczeń 2010 Axamer Lizum, Innsbruck

Decyzję o wyjeździe na narty do Austrii podjęliśmy tuż po powrocie z Sardynii. Jesień w Helsinkach jest wyjątkowo ładna i początkowo mieliśmy plan pojechać na nurkowanie w styczniu. Ale okazało się, że w trzecim tygodniu stycznia w Insbrucku odbędzie się pierwsza tura Mistrzostw Europy w Piłce Ręcznej. Decyzja szybko zapadła tym razem będzie to urlop zimowy.

Hotel Lizumerhof

16 stycznia wieczorem przylecieliśmy do Monachium. Wypożyczonym autem ruszyliśmy dalej na południe w kierunku Innsbrucka. Ok 20 km od Insbrucka znajduje się Axamer Lizum, a na samym końcu drogi Hotel Lizumerhof Mimo, że dotarliśmy na miejsce prawie o północy zostaliśmy przywitani pyszną kolacją do której zamówiliśmy Weizenbier'a.

Pierwszego dnia zapoznajemy się z okolicą i trasami. Wybór miejsca był idealny. Po śniadaniu schodzimy do piwnicy ubieramy buty, zapinamy narty i zjeżdżamy ok 100 m w dół do wyciągu. Nie trzeba nigdzie jechać, podchodzić, skibus też nie jest potrzebny. Po ostatnim zjeździe zatrzymujemy się przed wejściem do hotelu. Niesamowita wygoda. Dodatkowo czas też jest wyjątkowo sprzyjający. Święta właśnie się skończyły, a lokalne ferie jeszcze nie rozpoczęły. Na stokach nie ma więc wielu narciarzy.

Same trasy są bardzo dobrze przygotowane. Mimo ogromnej ilości naturalnego śniegu wiąż pracują armatki. Stoki są szerokie i każdy może znaleźć tu coś dla siebie. Nawet amatorzy jeżdżenia na przełaj mogą sobie tu pozwolić na szaleństwo. Śniegu jest tyle, że można trenować slalom między drzewami. I sporo osób z tego korzysta. Są też trudniejsze trasy, które nie prowadzą między drzewami ale nie jeździ po nich ratrak, więc sztuka narciarska jest tu niezbędna. Pogoda dopisała, olimpijskie trasy zapewniły sporo zabawy, a jedyne czego brakowało to kolejek do wyciągu.

Nocne niebo było czarne jak smoła. Stałym mieszkańcom okolicy można tylko zazdrościć warunków do obserwacji. Dwie noce były bardzo pogodne. Udało się zrobić dwa ładne zdjęcia. Ale to temat na osobny wątek?.

Innsbruck

Choć kupowaliśmy bilety w październiku, na dwa pierwsze mecze, w których grali Polacy, udało nam się zdobyć bilety w dobrym miejscu. Pierwsze spotkanie, 19 stycznia, otwierające te zawody Polacy rozegrali z Niemcami.

Cała sala była wypełniona po brzegi. Kibiców obu drużyn było słychać i widać. Przebrania, wymalowane twarze, gwizdki i bębny. Doping był niesamowity. Kibice dali z siebie wszystko podobnie jak zawodnicy. Szczęśliwie dla nas drużyna Bogdana Wenty wygrała. Kibice przeciwnika byli mocno niezadowoleni. Jednak nie zapomnieli o sportowej atmosferze i nie spotkało nas nic poza gratulacjami. Drugi mecz rozegrany ze Szwecja również zakończył się zwycięstwem Polaków. Tym razem polscy kibice byli bardziej widoczni i słyszalni. Wspaniałe emocje i zapewniła nam Drużyna Narodowa i za to chcemy im tu podziękować.

Monachium

Samolot powrotny mamy dopiero wieczorem. Dzięki temu mamy kilka godzin na zwiedzenie Monachium. Choć z Innsbrucka do Monachium prowadzi szeroka autostrada jedziemy dość powoli. Mimo czterech pasów tworzą się korki. Jednak w końcu udaje nam się dotrzeć do celu. Znajdujemy parking niedaleko centrum i szybkim spacerem zwiedzamy miasto. Kamieniczki są niezwykle urokliwe. Udaje nam się dotrzeć do głównej Katedry Monachium. Tylną część głównego ołtarza zdobią herby i nazwiska dotychczasowych kardynałów. Jedna z nich ma dwa herby - kardynalski i papieski. Uduchowieni turyści nie potrzebują już nic innego jak solidnego obiadu. A co może być solidniejsze niż smażona karkówka podawana z surówka z kapusty i piwem? Dwie takie porcje! Niedaleko rynku znajduje się browar prowadzony przez kilka pokoleń przez tą samą rodzinę. Można tu solidnie zjeść i napić się lokalnego piwa o smaku miodu i korzeni.